Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby nieruchomości na mapie
Blog nie aktywny. Dodaj notkę aby usunąć tą informację oraz reklamy w treści bloga
Prolog.


Prolog.

Patrzę przez okno, bezpamiętnym wzrokiem. Patrzę, marnotrawiąc czas, który miał być ciekawie spędzony, co do minuty.

Patrzę na mocno oświetlone ulice i kolorowe neony, mieszające się z tłem, gdzieś daleko.

Grace zdaje się podążać za moim wzrokiem. Nie widzi, tam nic szczególnego.

Grace przyszła do mnie na noc. Mamy dobrze spędzić czas. Miałyśmy się śmiać i żałować, tego, że jedna musi już iść do domu - jak to się zwykle dzieje, gdy się spotykamy.

Nie tym razem. Cały czas rozmawiamy. I tyle.

- Anja? - zwraca się do mnie. - Anja?

Nie słyszę jej. Jestem zbyt pochłonięta lustrowaniem miasta. Każdy budynek jest dla mnie inny. Chciałabym wejść do wszystkich i zobaczyć, co kryje. Ludzi, którzy tam są. Ich charaktery, myśli.

Po chwili, czuję, że Grace mną potrząsa, mrucząc cos pod nosem. Macha mi ręką przed oczami. Wie, że tego nie nawidzę.

Momentalnie, odwracam wzrok.

- Sorry. - wzruszam ramionami. - Zagapiłam się.

Często tak miałam. Patrzyłam przed siebie i widziałam głębię, której inni nie dostrzegali.

- Co powiesz na wypad? Na miasto? - oponuje.

- O! To jest to. - reaguje entuzjastycznie. - Tylko... gdzie?

- No właśnie, też się nad tym zastanawiam. - zakłada luźny, blond kosmyk, za ucho. - Co powiesz, na... szczęśliwy traf?

Szczęśliwy traf. Wymyśliłyśmy to jeszcze, gdy byłyśmy małe. Wydawało się to oczywiste, ale tylko dla nas. Losowanie z zamkniętymi oczami. Proste, nie?

Otwieram laptopa i wchodzę do internetu. Kieruję się, na Google Maps. Tam, wpisuję nazwę naszego miasta. Powiększam. Włączam tryb "Earth".

- Kto losuje? - pyta Grace.

- Hm... - próbuję sobie przypomnieć, kto ostatnio czynił te honory. - Ja.

Zamykam oczy i jeżdzę palcem po mapie. Po krótkiej chwili, nie koncentruję się już na tym i tracę orientację. Przyciskam palcem, wyloswoane miejsce.

- Szkoła z internatem St. Valentin. - odczytuję z gęsią skórką.

St. Valentin, był placówką dla Innych. Był inną rzeczywistością. Powszechnie, w mieście nazywano go szpitalem psychiatrycznym.

- Nigdy tam nie byłam. - mówimy jednocześnie.

- Może być ciekawie. - mruczy Grace.

- Nawet o tym nie myśl. - burze jej plany.

- No przestań! To jak zobaczenie od środka strefy 51! - piszczy. - Nie możemy tego przegapić! Nigdy nie byłaś ciekawa, co się tam dzieje? Czym tak na prawdę jest St. Valentin?

Poświęcam chwilę na zastanowienie. Nie mam pojęcia, co zrobić. Patrzę przez okno i rozmyślam, czy spacer do St. Valentin, będzie dobrym posunięciem. A przede wszystkim - bezpiecznym.

- Ok. - odzywam się po chwili. - Ale, jeśli coś się stanie, wina idzie na ciebie!

Grace odpowiada krótkim piśnięciem, a potem klaska w dłonie, tak jak to robiła, mając 10 lat. Po pięciu latach, nawyki się nie zmieniły.

* * *

Idziemy roświetloną ulicą Springfield, którą jeszcze chwilę temu, podziwiałyśmy zza okna, mojego pokoju.

Chyba powinnam wyluzować, bo Grace, już to zrobiła. Nie przejmuję się niczym. Leci na przód ciągnąc mnie za rękę.

Mijamy kilka sklepów, galerię handlową, aż w końcu, Little Ceasar's. Pachnie pizzą tak pięknie, że nawet moja przyjaciółka, zatrzymuje się by poczuć woń, wypływającą na ulicę, razem z otwieranymi drzwiami.

W końcu, kilka przecznic dalej, stajemy przed wielkim budynkiem. Duża brama oddziela nas od szkoły. Metalowe, poskręcane pręty, układają się w najróżniejsze wzory. Utrzymywane są, przez dwie gigantyczne kolumny, na których szczytach siedzą lwy. Pod jednym, wisi tabliczka.

Słowa, "Szkoła prywatna St. Valentin" wyryte na niej, połyskują w blasku lamp.

- Przechodziłam tędy kiedyś z kuzynem. - wspomina Grace. - Pokazywał mi, rzadkie drzewa, rosnące w ogrodzie, sąsiedniego domu.

- A co to ma wspólnego z nami?

- Widziałam, małą dziurę w płocie.

Idziemy, w stronę domu obok. Nie wygląda najlepiej na tle, gigantycznej placówki. W sumie, na jakimkolwiek tle, nie wyglądałby dobrze. Mimo, że ma ogrodzenie, łączące się w jakiś sposób, z murami szkoły, jego własne, nie wyglądają najlepiej.

W środku nie pali się światło, więc wnioskujemy, że na naszą korzyść, nikogo nie ma w środku.

Otwieram cicho bramkę i idę za Grace.

Prowadzi mnie na tyły domu, do ogrodu. Ten jest lepiej zadbany. Rosną w nim, dziwacznie poucinane krzewy i drzewa, z niesamowitymi koronami. Jedno z nich, zasłania przejście. Małą dziurę w płocie, wyglądającą, jakby samochód ją wygiął.

Nawet nie orientuje się, kiedy jestem na drugiej stronie i biegnę do drzwi St. Valentin.

Drzwi, przez które przechodzimy, prowadzą do internatu. W środku, za wielką ladą, siedzi kobieta, na oko w wieku, mojej matki.

- Zaraz wracam. - mówi, gdy otwieram usta. - Minuta i jestem z powrotem.

Moja przyjaciółka nie traci czasu - nachyla się do komputera i po chwili otwiera jakiś folder. Odczytuje coś i szybko zamyka. Ledwo zdąża, bo kobieta wraca.

- Przepraszam. - odchrząka. - Przyszłyście w odwiedziny, mam rozumieć?

- Tak. - wyprzedza mnie z odpowiedzią Grace. - Do Star Buckle.

Kobieta wystukuje nazwisko i coś sprawdza.

- Możecie wejść. Pokój 47. - podnosi głowę.

Przechodzimy przez szklane drzwi i idziemy, długim, białym korytarzem. Dziwi mnie, że korytarze są puste. Drzwi prowadzące do pokojów, są w kolorze ścian. Wiszą na nich numery, oraz wizjery, działajce w drugą stronę - osoby z zewnątrz, mogą sprawdzić, co robią osoby w środku.

Patrzymy przez kilka z nich. Widzimy, pozornie smutne nastolatki, siedzące na łóżkach. W pokojach jest biało. Wszystko jest białe. Meble, ściany, okna, podłoga.

- Skąd wiedziałaś, że jest tu jakaś Star? - pytam Grace.

- Sprawdziłam w komputerze. - chichocze.

- Nie idziemy do niej, no nie? - sprawdzam, jej zamiary.

- No... nie wiem. Ma jedną kreskę. Nie wiem w jakiej skali, ale dużo osób, ma więcej. To chyba jakiś poziom czy coś. - objaśniła. - Chcesz sprawdzić, co u panny Buckle?

Nie zdążyłam odpowiedzieć, bo ona już zatrzymała się przed drzwiami sali numer 47 i spojrzałam przez wizjer. Przepuściła mnie, bym też spojrzała.

Ciemna blondynka, o mocno poskręcanych włosach, upiętych w koński ogon, siedziała przy biurku. Białym, rzecz jasna.

Po tym, jak odsunęłam się od judasza, zapukała do drzwi.

Nie czekałyśmy długo. Dziewczyna szybko otworzyła drzwi i bez pytań wpuściła nas do środka.

- Kim jesteście? - pyta, patrząc głęboko w nasze oczy. - Nie pamiętam was.

- Nazywam się Kristen, a to jest Alice. - kłamie Grace. - Przyszłyśmy cię odwiedzić. Kiedyś, byłyśmy znajomymi.

- Nie pamiętam. - powtórzyła Star. - Dużo rzeczy nie pamiętam.

- Dlaczego? - drąży 'Kristen'.

- Przyjechałam tu, gdy nic nie pamiętałam. - oświadcza.

Nie rozumiem.

- Nie jesteście moją rodziną. - mówi. - Nie macie spojrzenia Buckle.

Co? - mam ochotę powiedzieć.

- Musicie iść. - szepcze. - Musicie iść.

Wychodzimy. Dziewczyna zamyka drzwi i wychodzimy. Zauważam, że to progu jest przymocowana dioda. To chyba jakiś czytnik.

Idąc korytarzem, słyszymy coś, jak dźwięk bramek w hipermarkecie. Ktoś krzyczy.

W naszą stronę biegnie dziewczyna. Ma krótkie, rude włosy, obcięte na boba.

Piszczy.

Łapie mnie za rękę. Nie mocno, ale... nagle, moje ciało, przeszywa jakby prąd elektryczny.

Też piszczę.

Dziewczyna krzyczy.

Ktoś odciąga ją ode mnie. Ale to nie Grace. To... człowiek w białym kombinezonie. Odciąga ją.

Ruda przestaje krzyczeć. Zaczyna nucić.

Váš anděl křičí, tak nech mě hrát, pomoz, já nechci lhát! - śpiewa pod nosem.

Mam nie miarowe oddechy. Krztuszę się powietrzem, a moje serce wali jak oszalałe.

Z pokoju wychodzi Star. Tylko ona. Znów słychać dźwięk przypominający piszczenie bramek.

Patrzy na mnie i w kierunku rudej.

- O nie. - szepcze.


Wiem, trochę za długie, jak na prolog, ale jak mnie wzięło, tak musiałam wszystko spisać.


Głosuj (0)
stellina 17:25:03 8/01/2011 [Powrót] Oceń





Korytarz

Wszyscy wiemy, że też jesteś Inny...

"Kiedy inni oczekują od nas, że staniemy się takimi jakimi oni chcą żebyśmy byli, zmuszają nas do zniszczenia tego kim naprawdę jesteśmy."

2011
Styczeń



Zapamiętaj

1075





Anja jest zwyczajną nastolatką. Do czasu, aż odwiedza, razem z przyjaciółką, tajemniczą szkołę. Szkołę dla Innych. Wpadła na chwilę... została na dłużej. Sęk w tym, że jeszcze o tym nie wie...